Blog > Komentarze do wpisu
Nienudna wycieczka w nudną pogodę

Dobijam już prawie do dwóch miesięcy za wielką wodą, siódmą górą i dziesiątą rzeką. Przez ten czas zdążyłam już nieco poznać Miasto nad Zatoką, zwyczaje mieszkańców i mentalność tego kraju. Może poznać to nie do końca właściwe słowo, ale na pewno poczyniłam obserwacje i porównałam je z moim dotychczasowym doświadczeniem. Wracając jednak do miasta, mimo, że może nie zwiedziłam go jeszcze na wylot i nie poznałam wszystkich tajemnic, w miniony piątek poczułam potrzebę wydostania się z miejskiej dżungli i zobaczenia rzeczy, z których Kalifornia słynie (nie mówię o winie). OK, po tym przydługawym wstępie wiecie już, że pojechaliśmy na wycieczkę.

Mimo, że można uznać, że pogoda niedopisana, nie było wcale nudno. Mówiąc o pogodzie trzeba zaznaczyć, że do tej pory przez 95% moich dni grzało nas swoimi promieniami jesienne słońce, a wdziękami obdarzało piękne błękitne niebo. Niestety do tej części Kalifornii dotarła właśnie zima. Co znaczy oczywiście, że nie będzie mrozów, ale robi się nieprzyjemnie. Deszcz, wiatr i szaruga, tak w skrócie. Od 3 do 10 stopni, ale w niektórych częściach miasta i zatoki rano można zastać szron na samochodzie (!). Jak dobrze, że nie mamy samochodu, hi hi. Nie ma to jak transport publiczny :)

Zatem wynajęliśmy samochód, żeby udać się na jednodniową wycieczkę wzdłuż wybrzeża do letniego kurortu Santa Cruz, a następnie do nieco bardziej słynnego miejsca, a właściwie miejsc, w których mieszczą się rzeczy, z których większość z nas korzysta każdego dnia. (zagadka). Na początku trasa wydawała się nieco nudna, depresje szare niebo za oknami, szary ocean po prawej i wzgórza po lewej. Choć przyznam, że miało to swój urok. Zaplanowaliśmy postój w Pigeon Point, starej latarni morskiej z 1871 roku, miejsca, gdzie o tej porze roku można zobaczyć płynące na południe wieloryby. Niestety, żadnego nie udało nam się dostrzec, więc zziębnięci od zimnego oceanicznego wiatru udaliśmy się w stronę samochodu. Mijając hostel, który mieści się zaraz obok latarni zostaliśmy zagadnięci przez pewnego człowieka pytaniem:

- Chcecie pomóc uratować lwa morskiego? Chore zwierzę zostało wyrzucone na plażę.

Nie musiał dwa razy powtarzać. Choć nie było łatwo, gdyż biedak (biedaczka) ważył 97 kg, udało się i załadowaliśmy go do pickup’a. Mężczyzna okazał się ratownikiem z centrum ssaków morskich i zabrał tam zwierzę, w celu udzielenia mu dalszej pomocy. Zapytał mnie też jak mam na imię i powiedział, że zwierzę od teraz będzie miało tak na imię. Tyler upewnił się, że będzie to Monika, przez „k” i dokonał aktu nadania jej słowiańskiej „duszy”. Oboje mamy nadzieję, że Monika wyzdrowieje. Zadzwonimy tam jutro.

Dlaczego lew morski zachorował? Najwyraźniej zaszwankował układ nerwowy. Zwierzęta morskie jedzą ryby, które żywią się algami. Wodorosty natomiast wchłaniają zanieczyszczenia, jakie doprowadzane są do oceanu przez rzeki, do których spływają chemikalia i pestycydy używane przez wielkoobszarowych farmerów.

Nieco oszołomieni nieoczekiwaną sytuacją, jakiej staliśmy się udziałem, pojechaliśmy dalej na południe do wyludnionego Santa Cruz. Objechaliśmy miasto. Nic nadzwyczajnego, ale stamtąd  nasza trasa wiodła już na północny zachód do Silicon Walley. Tak, tak, Dolina Krzemowa. Dolina Krzemowa nie jest nazwą geograficzną, więc nie znajdziecie jej na mapie. To nazwa nadana północnej części Doliny Santa Clara. Zgodnie z nazwą tereny te stanowią od lat 50. XX-wieku centrum amerykańskiego przemysłu tzw. "nowych technologii", głównie przemysłu komputerowego. Termin został utworzony przez amerykańskiego dziennikarza Hoeflera, który na początku 1971 roku w lokalnym piśmie elektronicznym zamieścił serię artykułów zatytułowanych "Silicon Valley USA” . Korzystne warunki do rozwoju przedsiębiorczości i niskie ceny gruntu przyczyniły się do dynamicznego rozwoju tej okolicy w dalszych dziesięcioleciach. A wszysko zaczęło się gubernatora Kalifornii Stanforda, który, aby uczcić zmarłego syna ufundował uniwersytet, który dziś należy do amerykańskiej czołówki, Stanford University (na marginesie posiadający wspaniałą encyklopedię filozoficzną on-line).

Tutaj więcej na temat historii Doliny Krzemowej.

My skoncentrowaliśmy się na współczesnych technologiach codziennego użytku. Mieliśmy przy tym sporo zabawy w ten pochmurny dzień. Wspomnę tylko Ebay, Apple, Yahoo, Google, Facebook.

Silicon Valley
poniedziałek, 07 grudnia 2009, lanyun

Polecane wpisy

Stowarzyszenie CTA - Closer
to Asia CTA News - serwis prasowy
Stowarzyszenia CTA - Closer to Asia Click for Kraków, Poland Forecast Monika Burzyńska's Profile
Monika Burzyńska's Facebook profile
Create Your Badge