Blog > Komentarze do wpisu
Urocze Porto

O Porto mogę mówić i pisać dużo. Ale postaram się ciekawie.

Na poczatek trochę historii: Porto, znane również jako Oporto, jest miastem w północnej Portugalii posiadającym ok. 263 tys. mieszkańców. Porto leży u ujścia rzeki Douro do Oceanu Atlantyckiego. Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą z V w. Od ówczesnej nazwy miasta wywodzi się nazwa całego kraju: po łacinie Portus Cale (czyli "Port Cale"). Wystarczy, miało być ciekawie.

Rozpocznę zatem od naszej przygody z noclegiem. Otóż, będąc jeszcze w Lizbonie staraliśmy się znaleźć nocleg w Porto przez CouchSurfing. Niestety nawet po umieszczeniu tzw. last minute couch nie dostaliśmy odpowiedzi. Jedak nie daliśmy za wygraną, bilety już kupione, więc i tak jedziemy do Porto. Bardzo chcialiśmy spędzić tam kilka dni, tym bardziej, że nasz lot powrotny kupiliśmy właśnie z Porto.

Wiara w pomyśly obrót spraw zadziałała. Będąc już w pociągu dostaliśmy wiadomość, że mamy nocleg (przynajmniej na jedną noc). Mogliśmy więc odetchnąć i podziwiać portugalskie krajobrazy za oknem. Pewnie skoro sami podróżujecie nie zdziwi was stwierdzenie, że "Polacy są wszędzie", że gdziekolwiek pojedziemy, zawsze spotkamy rodaków. I wyobraźcie sobie, że w tym pociągu, tuż obok nas jechali... Polacy. Zawsze jednak mnie to dziwi, pociąg był jednym z wielu, dzień jak każdy inny, a Polak zawsze się znajdzie, nawet na drugim końcu kontynentu.

Jednak to nie koniec niespodzianek. Gdy dojechaliśmy do Porto, udaliśmy się metrem na umówioną stację. Nasz host Fernando miał tam na nas czekać. Więc, wysiadamy i udajemy się wprost w grupę młodych ludzi stojących na stacji. A tu nagle, już gdy go mijaliśmy Fernando nas dosłowienie "łapie" i wita się z nami. Nie byłoby w tym nic dzienego, ale z reguły korzystając z idei couchsufringu spodziewać się można młodych, aktywnych, otwartych na świat, kochających podróże ludzi. Dlatego zaskoczeniem było dla nas ujrzenie dojrzałego człowieka ok. 60tki.  Jadnak wiek w przypadku naszego gospodarza był bardzo złudny. Fernando okazał się mieć serce na dłoni. Nie dość, że pozwolił nam zostać u siebie 5 dni (przy okazji jedną noc nocował jeszcze chorwacką parę, a sam spał na podłodze na materacu), okazał się być guru couchsurfingu w Porto. Przede wszystkim został naszym przewodnikiem i opiekunem. Jak sam powiedział, swoje życie oddał idei CS. Bycie hostem traktuje jako swoją pracę. Swoim gościom oferuje nie tylko nocleg, ale i wikt i opierunek, a co więcej jest przewodnikiem po swoim uroczym mieście. Oczywiście może sobie na to pozwolić, gdyż mieszka sam i jest na emeryturze.

Co jeszcze zrobił dla nas nasz wspaniały Fernando? Zabrał nas do piwnic ze słynnym winem Porto, gdzie mogliśmy degustowac wina do woli, a po wyjściu kołysaliśmy się lekko na nóżkach. Potem pokazał gdzie dobrze zjeść.

No i właśnie o jedzeniu chciałabym teraz napisać.

W czołówce uplasoweły się 3 dania. Na początek unikatowe miejsce, do którego zabrał nas gospodarz. Po prostu sardynki, ale.... nie takie, jakie kojarzycie z puszki. Prawdziwe, świeże sardynki z grilla są znacznie większe. W okolicach Porto, nad Atlantykiem znajduje się małe rybackie miasteczko Matosinhos, które słynie z wyśmienitych sardynek. Nie ma chyba nic lepszego na świecie niż świeża ryba z grilla i równie świeża sałata oraz wino i oliwki. Po prostu palce lizać. To wszystko w malutkiej rodzinnej restauracyjce i w przystępnej cenie. (zdjęcia z tej uczty w galerii poniżej).

Kolejna potrawa związana jest z ludźmi, których poznaliśmy w Porto. Fernando poznał nas z Carmo, miłą dziewczyną, która w couchsurfingu stawiała pierwsze kroki. Carno poznała nas też ze swoimi przyjaciółmi Olgą i Hugo oraz dołączyli do nas tego wieczoru również ambasadorzy cs z Porto Ana i Ricardo. Nasza nowa znajoma postanowiła ugościć nas na dinner party wspaniałym bacalau. Bacalau  (czyt. bakalału) to suszone płaty dorsza, które spożywa się w Portugalii na setki sposobów. Ja dwa razy próbowałam bacalau z grilla - owszem słone (bo dorsz jest suszony, ale i solony - sól konserwuje), ale czosnkowa posypka i barokuły regulują słoność ryby. Natomiast Carmo uraczyła nas dorszem wg własnego przepisu: dorsz był rozdrobniony, wymieszany z ziemniakami, cebulą, marchewką, sosem beszamelowym i zapieczony. Jak dla mnie bomba. Palce lizać. 

Kolejny rarytas, którym raczyliśmy podniebienia dzięki naszym portugalskim znajomym, nosi tajemniczą nazwę francesinha, czyli francuzeczka. Nazwa ta wiąże się z pewną historią, która ma kilka wersji. Podobno danie to stworzył pewien Portugalczyk przebywający w Paryżu. Będąc we Francji jadł często kanapki z frytkami i kiedy wrócił do Portugalii postanowił ugościć swoich znajomych jakimś daniem, które wiązałoby się z Francją. Ale ponieważ jego podboje kulinarne w tym kraju nie były zbyt wielkie, stworzył autorski przepis, sposobem w jaki gotuje się grochówkę (wszystkie resztki do gara). Więc ułożył chleb, na to warstwę szynki, na to przekrojoną kiełbaskę, na to mięso (takie jak na hamburgery), kolejna warstwa to znów szynka, na to górna cześć chleba. Ale to nie koniec. Na górę kładzie się ser oraz wbija się jajko. Całą rzecz chwileczkę się zapieka i okrasza frytkami oraz tajemniczym pikantnym sosem. Co najważniejsze nie jest to danie restauracyjne, lecz raczej barowe, więc najlepiej udać się z przyjaciółmi do baru i przy piwie zjeść takie mega-nie-zdrowe, ale za to przepyszne danie :)

 

Poza wymienionymi już Carmo i Fernando, nie mogę nie wspomnieć o Anie i Ricardo - wspaniałych ambasadorach CS, który sprawiają, że o ich mieście nie można powiedzieć nic złego. Ponieważ ostatniego dnia naszej podróży Ana pracowała, na wycieczkę po mieście zaprosił nas Ricardo. Ten człowiek spokojnie mógłby być licencjonowanym przewodnikiem po swoim mieście. Ma olbrzymią i bardzo ciekawą wiedzę o swoim mieście. Ricardo poświęcił nam cały dzień, podczas którego spacerowaliśmy po starym mieście, wspięliśmy się na najwyższą wieżę, aby podziwiać panoramę Porto w promieniach zachodzącego słońca oraz na życzenie Tylera poszliśmy na koleją wizytę w tym razem innej piwnicy win porto. Więcej o samym porto na stronie Tylera.

 

A więcej fotografii z pięknego Porto tutaj:

 

Porto
piątek, 20 lutego 2009, lanyun

Polecane wpisy

  • Północ, południe

    Przed wyjazdem postanowiłam zobaczyć jeszcze dwa upragnione miejsca, których dawno nie odwiedzałam. Południe i północ, Tatry i Bałtyk. Udało się. Efekty poniżej

  • Madryt

    Postanowiłam już dłużej nie zwlekać i napisać o podróży do Hiszpanii i Portugalii. Jest o czym pisać, więc materiał podzieliłam na miasta. A było ich w zasadzie

  • Hiszpania Portugalia

    I jeszcze jeden wpis dzisiaj. Wreszcie nadarzyła się okazja podróży do Portugalii, o której od dawna marzyłam. A dodatkowo lecę do Madrytu, więc zwiedzę też kaw

Stowarzyszenie CTA - Closer
to Asia CTA News - serwis prasowy
Stowarzyszenia CTA - Closer to Asia Click for Kraków, Poland Forecast Monika Burzyńska's Profile
Monika Burzyńska's Facebook profile
Create Your Badge